Muminki w Seattle? Tego się nie spodziewałam.
Są takie historie, które zostają z nami na długo. Dla mnie jedną z nich są Muminki.
Wychowałam się w Polsce na animowanej „Dolinie Muminków”, ale wracałam do niej także podczas studiów. Była dla mnie czymś w rodzaju comfort show, znajomym, spokojnym światem, który dawał poczucie bezpieczeństwa.
I chociaż jestem dorosła, Muminki nadal pozostają dla mnie małym połączeniem z dzieciństwem w Polsce.
Dlatego kiedy w National Nordic Museum pojawiła się wystawa poświęcona Muminkom i Tove Jansson, wiedziałam, że muszę ją zobaczyć!
Gdybym musiała wybrać ulubione postacie z Muminków, byłyby to Ryjek i Too-tiki, aczkolwiek jeśli zapytacie mnie innego dnia odpowiedź mogłaby być inna ;P Która jest waszą ulubioną? Dajcie znać w komentarzu pod wpisem!
Muminki po drugiej stronie oceanu
Mieszkając w Seattle, bardzo rzadko spotykam osoby, które dobrze znają Muminki albo w ogóle je kojarzą. Zazwyczaj są to ludzie o europejskich korzeniach. Niedawno poznałam na przykład dziewczynę o fińskim pochodzeniu, więc oczywiście doskonale wiedziała, kim są Muminki.
W Polsce i wielu innych krajach Europy są one częścią wspólnej kulturowej pamięci. Bo umówmy się, jakie dziecko wychowane w Polsce w latach 90. nie wiedziało, kim są Buka albo Włóczykij? Tutaj Muminki nadal pozostają znacznie mniej rozpoznawalne. Trochę podobnie jest z Asteriksem i Obeliksem, są takie książki, komiksy i animacje, które w Europie zna prawie każdy, a po tej stronie oceanu już niekoniecznie.
Jest zresztą w Muminkach coś bardzo europejskiego, a zwłaszcza nordyckiego: to umiłowanie bliskości natury, melancholia, szacunek do samotności i przekonanie, że szczęśliwe życie nie musi być głośne ani wypełnione ciągłym działaniem.. Ten klimat bardzo łączy mi się ze światem Pacific Northwest. Mam wrażenie, że Muminki świetnie odnalazłyby się właśnie tutaj, wśród lasów, wysp, mgły, deszczu i długich wieczorów spędzanych na werandzie przy filiżance kawy lub herbaty.
Od kilku lat zauważam jednak, że powoli stają się popularniejsze również w Stanach. Jakiś czas temu wrzuciłam na Instagram rolkę o muminkowych gadżetach, które pojawiły się w Barnes & Noble, a wystawy takie jak ta w National Nordic Museum pomagają przybliżyć Amerykanom świat tak dobrze znany wielu Europejczykom.
Morskie przygody Muminków
Wystawa, choć nie jest wielka, składa się z dwóch części. Pierwsza część wystawy, „Moomins’ Sea Adventures”, przenosi odwiedzających do świata stworzonego przez Tove Jansson.
W centrum galerii stoi czerwono-biała latarnia morska otoczona łódkami i skalistą wyspą. Na granatowych ścianach znajdują się ilustracje oraz fragmenty pięciu książek.
Ciekawostka: ten sam tom Muminków ma w różnych językach zupełnie inne tytuły. Tove Jansson napisała książkę po szwedzku, a jej oryginalny tytuł Trollkarlens hatt oznacza dosłownie „Kapelusz czarodzieja”.
po polsku: W Dolinie Muminków
po angielsku: Finn Family Moomintroll lub The Happy Moomins
po fińsku: Taikurin hattu
oryginalnie po szwedzku: Trollkarlens hatt
Całość przypomina, jak ważną rolę w twórczości Jansson odgrywało morze. Nie było ono jedynie tłem. Bywało spokojne i kojące, ale także groźne i nieprzewidywalne. Można wręcz powiedzieć, że w jej opowieściach stawało się osobnym bohaterem.
Na wystawie pojawiają się również naturalnej wielkości wycięte sylwetki postaci, między innymi Muminka i Małej Mi. To miły dodatek szczególnie dla dzieci, ale podczas mojej wizyty widziałam też sporo dorosłych, którzy chętnie zatrzymywali się przy nich, żeby zrobić sobie zdjęcie.
Dlaczego nie ma tu oryginalnych ilustracji?
Termin „digigraph” najczęściej odnosi się do Digigraphie – rygorystycznego standardu certyfikacji jakości, opracowanego przez firmę Epson z myślą o wysokiej klasy, limitowanych edycjach reprodukcji dzieł sztuki.*
Wchodząc na wystawę bardzo zainteresowało mnie to jak zostały wyeksponowane. Bez ramek, przyklejone do ściany, jak gdyby ktoś wydrukował je i tyle. Okazało się, że prezentowane prace nie są oryginałami, lecz wysokiej jakości wydrukami nazywanymi „digigrafiami”. Nie udało mi się znaleźć dokładnego polskiego odpowiednika tego słowa, ale podobne techniki określa się również jako druki Fine Art lub giclée.
Po śmierci Tove Jansson w 2001 roku jej oryginalne ilustracje zostały przekazane miastu Tampere w Finlandii pod warunkiem, że pozostaną na miejscu. Aby mimo to można było prezentować jej twórczość na całym świecie, Moomin Museum przygotowało specjalne reprodukcje przeznaczone na wystawy podróżujące.
„Digigrafie” powstają przy użyciu ściśle kontrolowanego procesu druku cyfrowego, który pozwala bardzo dokładnie odwzorować kolory i detale oryginalnych prac.
To także pierwszy raz, kiedy wystawy z Moomin Museum trafiły do Stanów Zjednoczonych, a Seattle jest ich jedynym zaplanowanym przystankiem w USA.
Tove Jansson i życie nad morzem
Druga część wystawy, „Tove and the Sea”, skupia się na samej artystce i jej życiu poza światem Muminków.
Przez ponad 25 lat Tove Jansson spędzała lato ze swoją partnerką, Tuulikki Pietilä, na niewielkiej wyspie Klovharun w Zatoce Fińskiej. Co ciekawe, Pietilä urodziła się właśnie w Seattle, skąd jako dziecko przeprowadziła się z fińskimi rodzicami do Finlandii. Później została cenioną graficzką i profesorką sztuki.
Na wystawie można zobaczyć fotografie z ich codziennego życia oraz film przypominający domowe nagrania z lat 70., 80. i 90. Ta część pozwala lepiej zrozumieć, skąd w opowieściach o Muminkach wzięły się wyspy, latarnie, łodzie, sztormy i tak silna potrzeba życia blisko natury.
Więcej niż słodkie białe trolle
Muminki łatwo potraktować wyłącznie jako sympatyczne postacie z kubków i pluszaków. Tymczasem historie Tove Jansson są znacznie bardziej złożone.
Dolina Muminków jest bezpieczna, ale niepozbawiona lęku, samotności i zmian. Włóczykij może odejść, kiedy potrzebuje wolności. Mała Mi nie musi być grzeczna, żeby zasługiwać na sympatię. Mama Muminka potrafi stworzyć poczucie domu nawet w trudnych warunkach.
Być może właśnie dlatego Muminki tak dobrze sprawdzają się jako comfort show również w dorosłym życiu. Nie udają, że wszystko zawsze jest dobrze. Przypominają raczej, że po zimie przychodzi wiosna, a po długiej podróży można wrócić do domu.
Kawałek dzieciństwa po drugiej stronie oceanu
Ta wystawa była dla mnie czymś więcej niż kolejną wizytą w muzeum.
Muminki towarzyszyły mi w dzieciństwie, wracały podczas studiów i nadal pozostają częścią mojego dorosłego życia. Są wspomnieniem, comfort show i małym połączeniem z Polską.
Cieszy mnie też, że dzięki takim wystawom więcej osób w Stanach może odkryć świat Tove Jansson. Może ktoś przyjdzie z ciekawości, zatrzyma się przy ilustracjach, a później sam zacznie poznawać Dolinę Muminków…
Muminki napotkane na świecie
Wystawa dostępna jest do 6 września w National Nordic Museum w Seattle.
